wtorek, 18 marca 2008

PoYapowane

Zebrałam się wreszcie do kupy i teraz coś do Was napiszę!

Yapa=3 dni z minimalną ilością snu i maxymalna ilością dobrej zabawy!
Yapa=szalona noc na Syrokomli
Yapa=szalona podróż pociągiem z pięcioma szalonymi facetami, sorry z sześcioma. Zapomniałabym o Bobie:)
Yapa=poszukiwanie drogi w Łodzi, ratunek rycerza Piotra, nasz ukochany DS nr 1!
Yapa=pokój 503 with Przemek Team :) tzn. Obiło sie o uszy:)
Yapa=odwiedzinny w Cotton Club
Yapa=kankan, fenomenalny koncert, kankan, tłumy na sali(choć mniejsze niż rok temu), kankan, Kuśka Sistars w doskonałej formie, kankan, fikołki w przód i w tył, kankan!
Yapa=spanie do południa i obiad w Sfinxie i herbata w Syrenie i słyszałam po raz pierwszy grę metalowego Rubensteina!
Yapa=kankan, genialny wprost koncert gwiazd takich jak Jurek Bożyk(Mam zęby w dupie), Czerwony Tulipan(nie ma słów, któreby opisały jak ta pani śpiewa), Seta(stare dobre przeboje z mojego dzieciństwa), Kabaret Smile(chyba nie muszę nic pisać), Cisza jak ta(rok temu w konkursie dziś już zasłużone gwiazdy), U Pana Boga Za Piecem(Boćki, ja ich uwielbiam), Bez Jacka(klasa proszę państwa, sama w sobie), Leszek Kopeć(Kataryniarz mnie urzekł), Grzmiąca Półlitrówa(zakręcili publicznością prawie jak KB) i Dom o Zielonych Progach - gwiazda wieczoru, choć dla mnie wszyscy ww. nimi byli na równym poziomie a może nawet wyżej!
Yapa=11 godzin koncertu w jedną noc(19.00-6.00) i pociąg 8.30 z Łodzi Kaliskiej
Yapa=pociąg z przesiadką w Zduńskiej Woli-brzydkie miasto i stacją docelową Kraków Główny
Yapa=szalony powrót do domu z niewyspanymi, szalonymi facetami. Sesja fotograficzna i w mnóstwo śmiechu z fotostory.

Yapa skończona, ale juz nidługo Rajd PoYapowy, którego już nie mogę się doczekać...ach...a za rok? A za rok znowu do Łodzi!!!

Dziękuję wszystkim Panom:Hawijerowi, Strzałce, Dominikowi, Coastkowi i Pani Sabinie za fantastyczny, jak co roku niepowtarzalny weekend:):*:*:*:*:*:*

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

PIERWSZY!!!!!!!!!