Mai się za oknem i dobrze tak bardzo jest i to ciepło przez ściany kamienicy przenika...
Weekend spędzony w Karczmie Miłkowskiej. Bardzo dobrze mi zrobił taki weekend kursowy z obcymi, dalekimi, nowymi ludźmi. Podbudował troszkę moją samoocenę i wiarę w to, że gdzieś są jeszcze fajni harcerze. Nie znaczy to oczywiście, że w Myślenicach nie ma. W Myślenicach są, ale inni. Mi brakuje właśnie takich ostrowieckich, grających na gitarze i wciąż zaczepiających harcerzy:)
Wróciłam do Krakowa i wreszcie jest tak jak lubię. Kraków zazielenił sie i ogrzał. Na plantach pod parasolem z kasztanów jest przytulnie i chce się spacerować...
A jutro? a jutro to juvenalia i cudnie będzie, że ach ach...
Majowy Kraków... nioch nioch...;):*
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Tak, co do harcerzy to zdecydowana prawda jest...pełni energi z gitarą w ręku, zaszaleni i Agatką przy boku..hehe :D a jutro...Reaggowo :):*
Pan Srokowski
i pamiętaj Paciu!!
Kto zakuwa w Juvenalia ten...Hahahaha :D:P
Prześlij komentarz